Pozew, który nie powinien być potrzebny
Sędzia sądu dla Południowego Dystryktu Nowego Jorku odmówił 29 czerwca 2026 roku Sony Music dołączenia ponad 30 000 nagrań dźwiękowych do sprawy, którą wytwórnia już prowadziła przeciwko Udio. Trzy tygodnie później Sony złożyło je mimo to, w osobnym pozwie. Pismo wpłynęło 20 lipca i obejmuje 30 117 nagrań.
Proceduralnie nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Odmowa rozszerzenia toczącej się sprawy nie wygasza roszczeń, zmusza tylko powoda do otwarcia drugiego frontu. Uwagi przedsiębiorcy wymaga dopiero arytmetyka, która z tego wynika. Pierwotne powództwo obejmowało 333 nagrania. Odszkodowanie ustawowe sięgało w nim najwyżej około 50 milionów dolarów, mniej więcej 46 milionów euro. Przy 30 117 nagraniach teoretyczny pułap przesuwa się do mniej więcej 4,5 miliarda dolarów, blisko 4,2 miliarda euro.
Sony zostało w tym gronie samo. Universal i Warner dogadały się z Udio co do licencji. Sony nie, i to właśnie brak ugody utrzymuje materiał z postępowania dowodowego w obiegu, zamiast zamykać go w szufladzie razem z porozumieniem.
Jak z 333 zrobiło się 30 117
Ciekawa jest nie liczba, tylko jej pochodzenie. Sony nie przeczesywało internetu, żeby wywnioskować, na czym musiał zostać wytrenowany model muzyczny. W postępowaniu dowodowym w pierwszej sprawie uzyskało dostęp do danych treningowych Udio, przepuściło je przez porównanie odciskiem akustycznym i rozpoznało setki tysięcy własnych nagrań. Owe 30 117 z nowego pozwu to podzbiór tego, co dało porównanie.
Korpus treningowy okazuje się inwentarzem. Dwa lata temu takie zdanie byłoby przedmiotem sporu. Twórcy modeli rutynowo opisywali swoje zbiory jako zbyt duże, zbyt przetworzone i zbyt wymieszane, żeby dało się je spisać, i argument miał pewną siłę, dopóki nikt nie zajrzał. Ktoś zajrzał, i to technologią powszechnie dostępną, której branża muzyczna używa do rozpoznawania treści od dwudziestu lat, a wyszła z tego lista o pięciocyfrowej liczbie pozycji.
Nic w tym mechanizmie nie jest właściwe wyłącznie muzyce. Odcisk działa na dźwięku, bo dźwięk daje odporne skróty percepcyjne, ale sama zdolność, czyli zestawienie znanego katalogu z korpusem, którego wydanie nakazano, przenosi się na obraz, wideo, tekst i kod. Narzędzia będą inne, skutek prawny ten sam.
Roszczenie, które nie dotyczy prawa autorskiego
Pozew opiera się na trzech roszczeniach. Dwa to klasyczne naruszenie: nagrania powstałe po 1972 roku oraz nagrania sprzed 1972 roku, chronione na podstawie Music Modernization Act. Trzecie jest innego rodzaju. Zarzuca obchodzenie zabezpieczeń technicznych na podstawie Digital Millennium Copyright Act.
Obchodzenie to roszczenie o sposób pozyskania. Nie pyta, czy trenowanie na utworze ma charakter twórczego przetworzenia, czy wynik konkuruje z oryginałem ani w którą stronę przechylają się przesłanki dozwolonego użytku. Pyta, jak pozwany dostał się za zamknięte drzwi. To rozróżnienie po cichu wykonuje w tej sprawie pracę konstrukcyjną, bo pozwany może wygrać spór o to, czym jest trenowanie, i mimo to przegrać na tym, jak zebrał materiał.
Europejski czytelnik nie powinien odłożyć tego jako amerykańskiej ciekawostki. Wyjątek dla eksploracji z dyrektywy z 2019 roku, przepis, na który powołuje się większość unijnych firm przy zbieraniu danych, obowiązuje pod dwoma warunkami: dostęp musiał być legalny, a uprawniony nie mógł zastrzec swoich praw w formie nadającej się do odczytu maszynowego. Oba warunki dotyczą pozyskania. Aparat pojęciowy po obu stronach Atlantyku jest inny, a punkt nacisku ten sam. To, jak zdobyliście dane, jest pytaniem odrębnym od tego, co z nimi zrobiliście, i to na nie odpowiada się w pierwszej kolejności.
Dlaczego niewiedza o własnym zbiorze treningowym przestała chronić
Przez trzy lata praktyczną odpowiedzią na pytanie o pochodzenie danych, zadane przez klienta albo przez organ nadzoru, było wzruszenie ramionami przebrane za inżynierię. Korpus jest ogromny, potok przetwarzania działał lata temu, artefaktów pośrednich nie zachowano. Ta odpowiedź działała jak linia obrony, bo druga strona nie miała jak jej sprawdzić.
Materiał dowodowy ze sprawy Udio to kończy. Jeśli uprawniony potrafi zdobyć korpus i go dopasować, strona, która nie umie opisać własnych danych treningowych, nie jest już chroniona luką. Jest po prostu tą stroną, która wie o swoim ryzyku mniej. Niepewność przestała być tarczą i stała się niewycenionym zobowiązaniem, a leży dziś w bilansie każdej firmy, która dostrajała model na niedokumentowanym materiale.
Kierunek regulacyjny tę tezę wzmacnia, a nie tworzy. Europejskie rozporządzenie o sztucznej inteligencji nakazuje dostawcom modeli ogólnego przeznaczenia publikowanie dostatecznie szczegółowego podsumowania treści użytych do trenowania, a Komisja będzie mogła egzekwować te obowiązki od 2 sierpnia 2026 roku. Kto nie potrafi sporządzić takiego podsumowania na własny użytek, nie przedstawi go także organowi nadzoru. Proces i regulacja zadają to samo pytanie z dwóch przeciwnych stron.
Pochodzenie wpiszcie do umowy, nie do założeń
Trzy konkretne zmiany, z których żadna nie wymaga na start opinii prawnej. Po pierwsze, w kolejnej umowie na model albo na dostrajanie poproście o pisemną gwarancję pochodzenia, która wymieni główne zbiory danych i opisze, jakie kontrole zastrzeżenia praw przeprowadzono, wraz ze zwolnieniem z odpowiedzialności. Dostawca gotowy opowiedzieć o swoich danych ustnie, ale nie zapisać tego w umowie, już powiedział wam coś pożytecznego.
Po drugie, prowadźcie wykaz wszystkiego, na czym dostrajacie modele samodzielnie: źródło, data pozyskania, licencja albo wyjątek, na który się powołujecie, oraz to, czy w chwili zbierania istniało zastrzeżenie nadające się do odczytu maszynowego. Tego ostatniego pola nikt nie zapisuje, a to od niego zależy wyjątek dla eksploracji. Odtworzenie go później jest nieporównanie trudniejsze niż zanotowanie od razu.
Po trzecie, rozdzielcie te dwa pytania we własnym rejestrze ryzyka. Legalność pozyskania i legalność trenowania upadają niezależnie od siebie, a model może być czysty w drugim punkcie i odsłonięty w pierwszym. Większość wewnętrznych ocen ryzyka napisanych przed tym miesiącem traktuje je jako jedną pozycję. To są dwie pozycje, a do pierwszej powód dociera z odciskiem akustycznym w ręku.
Czytaj dalej: Rekordowy seed stawia, że roboty potrzebują danych | Dane treningowe Suno są teraz wyszczególnioną listą



