Podpis, który zamknął największą z tych spraw

Sędzia Araceli Martinez-Olguin złożyła podpis w poniedziałek. 20 lipca 2026 roku Sąd Okręgowy Stanów Zjednoczonych dla Północnego Okręgu Kalifornii ostatecznie zatwierdził ugodę na 1,5 miliarda dolarów między Anthropic a grupą autorów i wydawców, największą odnotowaną ugodę w amerykańskim prawie autorskim. Wypłaty po 3000 dolarów za utwór, przy około 500 tysiącach utworów, mogą teraz ruszyć.

Sprawa trafiła do niej nietypową drogą. Prowadził ją sędzia William Alsup, który wydał rozstrzygnięcia merytoryczne i we wrześniu zeszłego roku udzielił wstępnego zatwierdzenia, a potem przeszedł w stan spoczynku. Martinez-Olguin odziedziczyła ugodę, a nie proces. Przyznała też pełnomocnikom powodów ponad 101 milionów dolarów wynagrodzenia z żądanych 187,5 miliona i zatwierdziła ugodę mimo sprzeciwu autorów, którzy przekonywali, że kwota jest za niska, wynagrodzenia za wysokie, a granicę grupy zakreślono tak, by wypadli z niej ludzie, którzy powinni się w niej znaleźć.

Bezprawne było co innego, niż większość sądzi

To rozróżnienie jest sednem całej sprawy. Alsup przyjął, że trenowanie dużego modelu językowego na chronionym tekście zdobytym legalnie mieściło się w dozwolonym użytku. Przyjął też, że pobieranie i przechowywanie przez Anthropic milionów książek z pirackich źródeł już się w nim nie mieściło. Spółka wolała zawrzeć ugodę, niż się odwoływać. Te 1,5 miliarda dolarów to zatem nie cena nauczenia modelu czytania. To cena tego, w jaki sposób złożono bibliotekę.

Jest to rozstrzygnięcie węższe, niż sugerują nagłówki, i dla kupujących bardziej niewygodne. Powołanie się na dozwolony użytek chroni samo trenowanie. Nie chroni pozyskania, a to właśnie pozyskanie zostawia po sobie papiery: pobrania, transfery, faktury, przechowywanie. Dostawca może mieć pełną rację co do dozwolonego użytku i mimo to dźwigać dokładnie tę odpowiedzialność, którą wyceniono w tym tygodniu.

3000 dolarów to teraz liczba na stole

Do poniedziałku ryzyko związane z pochodzeniem danych było w umowach o sztuczną inteligencję wielkością, której nikt nie potrafił oszacować. Teraz jest opublikowana kwota z zatwierdzonej amerykańskiej ugody: 3000 dolarów za utwór, przy grupie liczącej około pół miliona. Każdy prawnik negocjujący klauzulę zwolnienia z odpowiedzialności, każdy ubezpieczyciel układający polisę i każdy kontrahent spierający się o limit odpowiedzialności sięgnie po tę liczbę, bo tylko pod nią widnieje podpis sędziego.

Dla właściciela firmy zmienia to nie tyle skalę obaw, ile treść pytań. Sensowne pytanie w zakupach nie brzmi, czy dostawca kupił licencje. Brzmi: jak pozyskano korpus treningowy, pozycja po pozycji, i czy dostawca umie to udokumentować. Odpowiedzi żądaj w umowie, razem ze zwolnieniem z odpowiedzialności, które wytrzyma roszczenie kogoś, kto nigdy nie był w amerykańskim pozwie zbiorowym. Dostawca, który nie chce tego zapisać, już powiedział ci, gdzie jego zdaniem leży ryzyko.

Dlaczego to nie zamyka pytania europejskiego

Ugoda wiąże tylko swoje strony. Uprawnieni spoza zatwierdzonej grupy zachowują roszczenia, o co właśnie spierało się kilku zgłaszających sprzeciw, a kalifornijski pozew zbiorowy nie rozstrzygnął sprawy żadnego europejskiego uprawnionego. Droga europejska wiedzie przez wyjątek dla eksploracji tekstów i danych, a ten zależy od legalnego dostępu oraz od tego, czy w chwili zbierania materiału istniało zastrzeżenie praw w formacie czytelnym maszynowo. To także jest sprawdzian pozyskania.

To samo pytanie idzie więc za modelem przez Atlantyk, tylko z innym akcentem. Czy dostęp do materiału był legalny w chwili, gdy go zbierano, i czy ktokolwiek potrafi to jeszcze wykazać. Europejscy nabywcy amerykańskich modeli powinni przyjąć, że amerykańska ugoda zamyka amerykańskie roszczenia grupowe i nic ponadto, i odpowiednio mocno obwarować własną gwarancję pochodzenia. Cena odpowiedzi jest już w aktach. Samej odpowiedzi wciąż nie ma.